środa, 30 października 2013

Rozdział 1

Eric obudził się niemal o wschodzie słońca. To nie było dla niego niczym dziwnym bo często lubił tą porę dnia. Co go zaniepokoiło to fakt że słyszy podniesione głosy rodziców a oni nigdy się nie kłócili. Wstał z łóżka i na bosych nogach przebiegł na dół do kuchni skąd dobiegały odgłosy kłótni.
-...Alice to nie jest nic dobrego- Noah wstał od stołu coraz bardziej wzburzony
-Kochany ja wiem co oni zrobili twojej rodzinie moja też była wtedy w mieście i zdajemy sobie sprawę. Nie twierdzę że powinniśmy ich przyjąć ale nie masz prawa.....
-Mam każde prawo!- Chłopak kryjący się za rogiem na schodach zadrżał. Jego tata nigdy nie krzyknął a miałby ku temu powody gdy jego najstarszy brat Matt był nastolatkiem.
-Więc zwołaj Radę- kobieta otworzyła lodówkę- Ja tylko przekazuję ci informację i proszę o rozwagą. Wilki już dawno takie nie są. Przecież twoi  wspólnikiem jest jeden z nich- w głosie Alice zabrzmiał uśmiech i Eric odetchnął z ulgą
-Tak ale nie oni. Jeśli ta rodzina tu zostanie ja ich nie przyjmę
-I nikt co nie karze- chłopak usłyszał że się całują i spokojnie wrócił do sypialni. Zdał sobie sprawę że mówią o tej nowej rodzinie. Tata nigdy nie miał nic przeciwko magicznym stworzeniom a teraz. Z rozmowy rodziców wynikało że coś musiało stać się między rodzinami w przeszłości i on spróbuje się tego dowiedzieć. Wciąż miał w pamięci te ciemne oczy młodego wilkołaka którego wczoraj zobaczył. Były piękne ale i bardzo niebezpieczne. Nie to zresztą tak bardzo go dziwiło. Znał rodzinną historię ale nigdy nie słyszał o jakiejś wojnie z wilkami to dla niego nowość i musi to zbadać.

Logan wrócił do domu zmęczony ale szczęśliwy. Lasy były wspaniałe, duże i puste co podobało mu się bardzo. Nie miał ochoty unikać ludzi, był zły, napalony coraz bardziej i nie wiedział czemu rodzice uparli się na powrót do tego miejsca. Był już dorosły ale maił kilka problemów ze swoją naturą i musiał przebywać blisko rodziny. Owszem chciał się przenieść ale tej decyzji nie mógł zrozumieć. Wszedł do domu. Coś jeszcze nie dawało mu spokoju. Mały czarodziej którego wczoraj spotkał. To dziecko. Małe, niedoświadczone tak bardzo świeże i niewinne że wczoraj omal nie warknął. Mimo to wciąż miał go przed oczami i nie do końca wiedział dlaczego. Przecież nie był w jego typie całkiem. Wczoraj pod prysznicem mimo szczerych chęci przypomnienia sobie wcześniejszego kochanka widział tylko jego.
-Tak od rana warczysz?- Niemal zderzył się z ojcem który ziewając szedł do kuchni.
-Tak tylko myślę- wzruszył ramionami- Ta rodzina? Oni wciąż tu mieszkają?
-Tak. Na końcu ulicy ale Logan nie stać nas na kolejną wyprowadzkę nie przez kilka lat- uśmiechnął się do niego
-I obiecałem że będę grzeczny- wyminął go i poszedł do siebie. Nagle rozbolała go głowa.

Eric wszedł do kuchni już drugi raz tego dnia tym razem już ubrany z torbą ubrania roboczego. W soboty i niedziele pomagał przybranej cioci w restauracji. Zebrała się już cała rodzina minus Matt który wyjechał kilka miesięcy temu i nikt nie był w stanie go znaleźć ani się z nim skontaktować. Emma i Kelly jego starsze siostry były swoimi najlepszymi przyjaciółmi mimo tego jak bardzo się od siebie różniły Kelly wysoka i ciemnowłosa ale bardziej wycofana i nieufna piękna nie miała mimo to szczęścia w miłości. Emma na  to miast nie wysoka blondynka zaręczona z ukochanym z licealnych czasów również śliczna ale w jakiś inny sposób.  Czasem zazdrościł im tego jak dobrze się dogadują. On i Tom owszem byli dobrymi braćmi ale nie byli sobie aż tak bliscy. Starszy z nich jeszcze gdy był nastolatkiem tak właśnie myślał o Matt'cie pomylił się jednak.
Tego dnia to jednak starszy brat uśmiechał się szeroko na jego widok. I oni byli jak ogień i woda. Tom również wysoki i ciemnowłosy otoczony zawsze wianuszkiem dziewczyn. Umięśniony od pracy fizycznej, dusza towarzystwa. Jedyne co mieli wspólnego to jasne oczy odziedziczone po mamie. Matt również jak on i Kelly miał jasne włosy ale posturą przypominał rosłego tatę.
-Zrobiłem coś nie tak?- Zapytał Tom;a siadając obok niego ostrożnie
-Oj nie wręcz przeciwnie- nalał mu soku i Eric zamrugał. Starszy brat nigdy nie był taki miły dla niego- Za pół roku masz 17 urodziny a wiesz co to oznacza. A ja jestem tu najstarszym mężczyzną- obaj uchwycili że oczy mamy na chwilę  robią się ciemniejsze ze smutku
-Musimy-jęknął
-Tak musicie- Kelly oderwała wzrok z nad komórki- To tradycja
-Głupia- powiedział Eric i zabrał się za jedzenie. Nie chciał się spóźnić. Nie lubił tego- Tom tylko wiesz tradycja tradycją ale wątpię że spodobają ci się moje pomysły... znaczy nie jesteś homofobem...
-Braciszku czy ty myślisz że np taki Chris jest hetero- roześmiał się na widok głupiej miny Erica. Bo chłopak mimo że znał młodego elfa od lat nigdy nie zdał sobie sprawy że jest taki jak on a jeszcze dwa lata temu był w nim zakochany na zabój- Wszystko będzie dobrze. A jeśli chodzi o twoje urodziny... mam pół roku. Tylko że do tego czasu musisz nauczyć się kontrolować magię żeby na przyjęciu nie było problemów
-Wiecie że się staram- nagle zrobiło mu się przykro i spojrzał na swoją rodzinę. Wszyscy jednak byli dla niego tacy dobrzy, życzliwi i cierpliwi- A może  mi pomożesz powiedzmy 2 godziny dziennie? Nie opanowałem nawet przenoszenia... znaczy raz mi się udało-był z siebie dumny. Owszem to było tylko z garażu do łazienki ale zawsze.
-Po to tu jestem- Tom wstał- Chodź podrzucę cię do miasta
-Teraz to przesadzasz- ale i on się podniósł- Miło będzie jednak poznać własnego brata
-Też tak myślę- wgryzł się jeszcze w tost i wyszedł z kuchni. Eric uśmiechnął się jeszcze raz do rodziny. Mama i tata siedzieli obok siebie, trzymali się za ręce i rozmawiali ze sobą cicho całując się co jakiś czas. Po porannej sprzeczce nie było śladu. Sam chciałby kiedyś stworzyć taki związek. Kelly pokazywała Emmie wiadomości od narzeczonego który wraz z rodziną wyjechał na jakiś większy zjazd driudów i nie wróci jeszcze przez dwa tygodnie. Siostry chichotały co jakiś czas.

Eric był już zmęczony. W mieście było wielu ludzi bo zaczął się sezon namiotowy a niedalekie lasy były bardzo kuszące. Miał więc  pełne ręce roboty ale na szczęście o 15 powoli robiło się już spokojniej.
-Skarbie obsłuż jeszcze ten jeden stolik i na dziś koniec- właścicielka restauracji była matkę chrzestną Emmy. Była również Wyrocznią i najlepszą przyjaciółką ich mamy
-Jasne ciociu- posłał jej promienny uśmiech i zadowolony poszedł na koniec sali gdzie siedział tylko jeden mężczyzna.
Logan gdy tylko wszedł do restauracji poczuł słodki zapach małego czarodzieja i przez chwilę rozważał czy może powinien wyjść. Jednak wszyscy polecali mu to miejsce a on był potwornie głodny. Zresztą dzieciak wcale go nie zobaczył więc przy odrobinie szczęścia wszystko będzie dobrze.
Poczuł że chłopiec zbliża się do niego i zacisnął ręce na stoliku. Coś w nim sprawiało że tracił kontrolę. Nie lubił tego zwłaszcza że zrażało mu się coś takiego po raz pierwszy.
-Witam w....- Eric zamarł gdy zobaczył przystojnego wilka
-Nie musisz się mnie obawiać- spojrzał na plakietkę z imieniem- Eric. Nic ci nie zrobię
-To nie to- odzyskał głos mimo że był jak nie jego, dostał chrypki- po prostu... to nie ma znaczenia. Co podać?- Zmieni temat i spuścił wzrok ale Logan zobaczył że się rumieni. Uśmiechnął się tylko pod nosem nagle zadowolony z siebie.
-Może stek z frytkami. Bez surówki i mocno krwisty. Do tego piwo
-Już się robi- mimowolnie spojrzał na klienta i uśmiechnął się jak to miał w zwyczaju. Logan zamarł na kilka sekund i zrobiło mu się ciepło. Musi znaleźć kogoś do łóżka i to szybko. Eric zapatrzył się jak oczy mężczyzny zmieniają barwę z czarnych na żółto-czerwone i uciekł w stronę kuchni.
Rzucił zamówienie na stolik i wyszedł tylnym wyjściem. Serce biło mu jak oszalałe, cały się spocił.
Zamknął oczy a gdy otworzył je po raz drugi ze zdumieniem stwierdził że znajduje się w swojej sypialni. Niezmiernie ucieszył go ten fakt i zapomniał o zdarzeniu w restauracji. Za to poszedł się przebrać i z nową nadzieją na to że w końcu uda mu się opanować swoją moc poszedł na strych. Przy odrobinie szczęścia uwarzy dobry eliksir i nie wysadzi domu w powietrze.



4 komentarze:

  1. Oho,,, Logan ty napalony wilczku haha:)
    Mam nadzieję, że nie będzie za dużej wojny z powodu rodziny Logana która się wprowadziła... bo coś mi się zdaję, że Logan upatrzył sobie łakomy kąsek jakim jest Eric <3 Oj będzie się działo,, czuję to haha:)
    Twoja Maru;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha ;) Świetny rozdział :P Podoba mi się i to bardzo :D
    Błędów nie szukałam :D
    Logaaan <3 Hahaha xD
    Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obaj zabawnie się zachowują, zarówno Eric z tymi rumieńcami, jak i Logan z tym szukaniem zastępstwa. Podobają mi się obaj chłopcy. Sol nie spiesz się, bo jak na razie to najlepsze twoje opowiadanie. Namalowałaś bardzo fajne postacie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    oj podobało mi się i to bardzo.... Logan ty napalony wilczku... magia Ericka działa bez zażutów w stanie stresu...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń